Adam Seredyński: Horoskop prawdę ci powie

Świtało. Pod krzakami kolczastej tarniny przycupnęły dwa zające: Hieronim i Bogdan. Miały wielką ochotę wyjść na łąkę, na smaczną, chrupiącą koniczynkę. Niestety zaraz obok, pod lasem stała myśliwska ambona. Całą noc czaił się na niej myśliwy, Grzegorz Kolanko. Dopiero, gdy wzeszło słońce, zaczął ciężko schodzić po przystawionej do niej drabinie. Ponieważ, jak zwykle, podpił sobie nieco, usiadł pod nią i zasnął. Zające, przezwyciężając strach, pokicały do niego, aby sprawdzić, czy śpi naprawdę mocno. Obok, na pokrytej rosą trawie, leżał srebrny przedmiot.

- Patrz telefon – powiedział Hieronim. – Ciekawe, do kogo dzwonił ostatnio?

Zające popatrzyły na wyświetlacz. Pojawił się na nim jakiś dziwny numer. Zero siedemset, coś tam, coś tam.

- Za granicę? – dopytywał się zając Bogdan.
- Weź ty się stuknij, to numer rozrywkowy – wytłumaczył mu Hieronim.
- Słuchaj – wcisnął zieloną słuchawkę. Zające nadstawiły długie uszy.
- Witaj w Superowym Horoskopie. 4, 22 za minutę z VAT. To ja, twoja osobista wróżka Aurelia – rozległ się miły kobiecy głos. – Horoskop na dziś – wciśnij jeden.

Zające popatrzyły na siebie zdumione.

- Horoskop na dziś – wciśnij jeden.
- Co to jest „horoskop”? – spytał nieuświadomiony Bogdan.
- O wszystko musisz mnie pytać? – jęknął Hieronim. – Skąd się biorą małe zające, też nie wiedziałeś. Horoskop to takie wróżby, przepowiadanie przyszłości sporządzone na podstawie ułożenia ciał niebieskich.
- Ale ja nie znam żadnego stworzenia, które miałoby niebieskie ciało – westchnął ciężko jego kolega.
- Nie denerwuj mnie! Lepiej zobacz, jak to działa.
- Proszę pani, ja potrzebuję porady – odezwał się grzecznie do słuchawki.
- Horoskop na dziś – wciśnij jeden.

Hieronim wcisnął.

- Określ znak zodiaku. Baran – wybierz jeden, Byk – wybierz dwa, Bliźnięta wybierz trzy… – i tak dalej aż do Ryb.
- Jaki ty masz znak zodiaku? – zaciekawił się Bogdan.
- Baran.
- Baran, ty jesteś baran! – kolega zaczął naśmiewać się z niego.
- A ty kiedy się urodziłeś? – spytał go Hieronim.
- Na początku kwietnia.
- To ty też jesteś Baran, baranie.
- Nie rozumiem.
- Nie szkodzi.

Zając nacisnął jedynkę.

- Życie osobiste – wybierz jeden.
- Osobiste… – pomyślał Hieronim zaintrygowany. Ponownie wcisnął jedynkę.
- Dziękuję w imieniu własnym i Superowego Horoskopu. Sprawy osobiste. Znak zodiaku – Baran. Dzisiaj pokonasz każdego. Nie okazuj tylko strachu. Powodzenia. Twoja osobista wróżka Aurelia. Dziękuję, że przedzwoniłeś. Jeszcze raz dziękuję, że przedzwoniłeś. Pozdrawiam. Miłego dnia.

Kobieta przestała mówić.

- Co ty o tym sądzisz? – spytał Bogdan.
- A bo ja wiem. Miała miły głos. Trzeba to będzie sprawdzić.

Zające odeszły trochę od ambony. Po drugiej stronie szerokiego rowu, wypełnionego wodą i porośniętego niską trzciną nagle zobaczyły lisa.

- Uciekajmy – szepnął przerażony Bogdan.

Lis widać był jednak najedzony i nie myślał teraz polować na szaraki.

- Ta pijaczyna, Grzegorz zszedł już z ambony? – spytał dość grzecznie.
- Raz kozie śmierć – pomyślał sobie Hieronim.
- Ty rudy złamasie! – ryknął nagle na całe gardło. – Myśmy tu nie przyszli, aby odpowiadać na twoje głupie pytania. Spadaj stąd, ale już!

Bogdan pomyślał, że jego przyjaciel zwariował. W lisie natomiast aż się zagotowało. Z pewnością pozieleniał ze złości, ale nie można było tego dostrzec pod jego gęstym, rudym futrem.

- Złama… złamasie!? – syknął mrużąc ślepia.

Wziął rozpęd, aby przesadzić rów jednym skokiem i wbić kły w gardło tego bezczelnego szaraka. Gdy jednak odbijał się, jego tylne łapy zaplątały się w jakieś trawy i lisiura runęła wprost do rowu. Tylko na wierzchu było trochę zielonej, stojącej wody. Reszta to jakieś ohydne błoto. Lis ledwo wydostał się na brzeg. Stanął na nim kaszlący wodą i oślepiony czarnym szlamem. Zmoczone futro wyglądało tragicznie. Wówczas Hieronim podbiegł do niego i huknął go z całej siły w pysk prawym sierpowym. Lis padł. Po chwili podniósł się, ale wtedy nasz bohater wybił się w górę i tylnymi łapami z półobrotu, niczym Chuck Norris, uderzył tak mocno, że rudego aż ścięło. Totalny knock out. Padł, jak szmata. Na koniec Hieronim ostrymi siekaczami ugryzł mykitę w koniec mokrego ogona. Ten wrzasnął i pomknął jak opętany w stronę najbliższych zarośli.

- A niech to soczysta marchewka! To działa! – krzyknął nasz bohater uradowany. Potem wykonał jakiś dziki taniec zwycięstwa. Pędem pobiegł z powrotem pod ambonę. Grzegorz Kolanko leżał nadal bez ruchu.

Ponownie wybrał zero siedemset coś, tam, coś tam.

- Witaj w Superowym Horoskopie. 4, 22 za minutę z VAT . To ja, twoja osobista wróżka Aurelia – rozległ się miły kobiecy głos w słuchawce.
- Wróżko, kochana wróżko, dziękuję! – krzyczał do słuchawki. Dodałaś mi wiary we własne siły.
- Horoskop na dziś wciśnij – wciśnij jeden.
- Dziękuję. Kochana, wszystko się sprawdziło.
- Baran – wybierz jeden, Byk – wybierz dwa, Bliźnięta wybierz trzy…. Życie osobiste – wybierz jeden. Sprawy biznesowe – wybierz dwa…
- Biznesowe… – rozmarzył się wciąż niesamowicie uradowany Hieronim. Wcisnął więc dwójkę.
- Dziękuję w imieniu własnym i Superowego Horoskopu. Sprawy biznesowe. Znak zodiaku – Baran. Dzisiaj każde negocjacje zakończysz sukcesem. Bądź konsekwentny i stanowczy. Powodzenia. Twoja osobista wróżka Aurelia. Dziękuję, że przedzwoniłeś. Jeszcze raz dziękuję, że przedzwoniłeś. Pozdrawiam. Miłego dnia.
- Wypróbujmy tego. Zawsze czułem smykałkę do interesów.

Polną drogą obok lasu jechał ciągnik z przyczepą. Hieronim pobiegł w jego stronę. Stanął na drodze, skrzyżował łapy. Ciągnik z przyczepą wypełnioną po brzegi burakami cukrowymi zatrzymał się.

- Hej, rolnik! – krzyknął Hieronim.
- Daj spokój – prosił bojaźliwy Bogdan.
- Cicho. Wróżka mówiła, że dzisiaj odniosę sukces w negocjacjach. Tego nie będę bił.

Rolnik zatrzymał swój terkoczący traktorek. Był trochę wypity.

- Hiero, daj spokój – błagał go Bogdan. Z tym lisem to był fuks, ale ten to nam spuści łomot.

Chłop przetarł oczy widząc na drodze dwa zające.

- Czego chcecie zwierzaki? – zapytał nieco bełkocząc.
- Mamy propozycję – rzekł twardo Hieronim. – Zrzucasz sto buraków i zostawiasz je nam. Jeśli nie, to…
- To co? – spytał zdumiony chłop.
- To przekopiemy norę pod drogą, twój ciągnik zapadnie się w ziemię i nie przewieziesz więcej ani jednego buraka.

- Zające nie kopią nor, chyba króliki.
- Dwieście!
- Co? Przecież przed chwilą sam mówiłeś sto…
- Pół przyczepy, bo zaraz przegryziemy ci opony!
- To jakaś mafia? Chcecie haracz?
- Nie mafia, ale pola też są w pewien sposób nasze. Ty zbierzesz obfite plony, a my będziemy cierpieć zimą głód i chłód.

Zdesperowany rolnik nie wiedział, co zrobić. Trudno było mu dyskutować z tym pyskatym szarakiem. Po części miał i rację. Ostatecznie pól przyczepy to nie tak dużo. Na polu miał jeszcze do zebrania z piętnaście takich przyczep. Czuł, że z tym długouchym nie wygra.

- Dobrze – zgodził się zrezygnowany.
- I pomożesz nam je zakopcować, by nie zmarzły, jak przyjdzie zima.

Po zdobyciu tak solidnych zapasów na zimę i porządnym przysypaniu ich suchymi liśćmi i ziemią, zające w wybornych humorach wróciły pod ambonę. Bogdan patrzył z takim podziwem na Hieronima. Na szczęście myśliwy nadal spał. Czemu nie skorzystać zatem z tak cudownego numeru jeszcze raz?

- Witaj w Superowym Horoskopie. 4,22 za minutę z VAT. To ja, twoja osobista wróżka Aurelia.
- Aureliusiu, odkryłaś we mnie negocjatora!
- Horoskop na dziś wciśnij – wciśnij jeden.
- Cóż za dzień, najlepszy w moim życiu! Czarodziejko, moja osobista wróżko! Przepowiedziałaś mi wszystko wspaniale! Dzięki!
- Baran – wybierz jeden, Byk – wybierz dwa, Bliźnięta wybierz trzy…. Życie osobiste – wybierz jeden. Sprawy biznesowe – wybierz dwa. Sprawy sercowe – wybierz trzy.
- Sercowe?! Że o tym od razu nie pomyślałem!
- Dziękuję w imieniu własnym i Superowego Horoskopu. Sprawy sercowe. Znak zodiaku Baran. Dzisiaj zdobędziesz miłość swojego życia. Ona padnie ci w ramiona. Powodzenia. Twoja osobista wróżka Aurelia. Dziękuję, że przedzwoniłeś. Jeszcze raz dziękuję, że przedzwoniłeś. Pozdrawiam. Miłego dnia.
- Dziękuje dobra wróżko! Moja ty złota rybko!

Zając pognał przez pole lucerny, w stronę kępy wysokich sosen. Tam zawsze była ona… Bogdan biegł za nim z całych sił, ale i tak nie mógł go dogonić.

- Konstancjo, Konstancjo! – krzyczał donośnie Hieronim, gdy znalazł się wśród sosen.

Zza jednej z nich wyszła śliczna zającówna w niebieskiej sukience. Spojrzała na gościa z wyraźną niechęcią.

- Najdroższa – zaczął przemowę Hieronim. – Dzisiaj jest niezwykły dzień…
- Czego znowu chcesz? – przerwała mu. – Mówiłam ci, abyś mnie nie nachodził. O i ten kretyn, twój koleżka – dodała, widząc nadbiegającego drugiego zająca. – Cześć Boguniu!
- Cześć Konstancjo – odparł wesoło Bogdan, który nie dosłyszał wszystkiego.
- Fajtłapa i głuchelec, fajna z wasz para – zaczęła szydzić zającówna.
- O, nie moja droga, tu się mylisz – odezwał się Bogdan. – Może i ja czasami nie dosłyszę, ale Hieronim nie jest fajtłapą. Dzisiaj pokonał lisa i zdobył górę przepysznych buraków na zimę.

Hieronim, który czasami miał dość kolegi, teraz ucałowałby go. Jak to dobrze, że to powiedział.

- Tak. Los się do mnie uśmiechnął – dodał skromnie. – Gwiazdy mi sprzyjają.
- Jakie gwiazdy? Chyba te wygasłe – parsknęła śmiechem jego wybranka.
- Guciu – powiedz mu coś. – Zwróciła się do swojego towarzysza. Hej, był to ci zając nad zające. Ogromny i silny.

Hieronim pomyślał, że może czar dobrej wróżki jeszcze nie zaczął działać. Może wobec tego zacznie od negocjacji. Tak mu przecież dobrze poszło z tym rolnikiem. Postanowił pokonać rywala krasomówstwem.

- Otóż, drogi Gustawie, nie wiem czy wiesz, ale ja wiem, że Konstancja i ja jesteśmy dla siebie po prostu stworzeni. Nie mogę nie zauważyć, że twoja obecność komplikuje sytuację.

Zagadnięty konkurent nie zrozumiał za dużo z tych górnolotnych słów, więc mruknął jedynie krótko:

- Zjeżdżaj mały.
- Niedobrze – pomyślał Hieronim. Negocjacje nie pomogły. Spróbujmy zatem siłą.

Niestety pierwszy cios nie uczynił na mięśniaku żadnego wrażenia. Podobnie drugi i trzeci. Potem było już tylko gorzej. Nic nie dała nawet desperacka pomoc kolegi…

Hieronim, trzymając się za rozciętą wargę, za rozbity i krwawiący nos oraz Bogdan, którego naddarte ucho smętnie zwisało, wrócili pod ambonę. Myśliwy Kolanko spał snem sprawiedliwego. Nawet od czasu do czasu zachrapał.

Obolałe po ciosach Gucia i sponiewierane moralnie zające jeszcze raz wybrały ten magiczny wydawało się numer.

- Witaj w Superowym Horoskopie. 4,22 za minutę z VAT. To ja, twoja osobista wróżka Aurelia – rozległ się miły kobiecy głos w słuchawce.
- Poducz się we wróżeniu – mruknął złośliwie Hieronim.
- Horoskop na dziś wciśnij – wciśnij jeden.
- Dziękuję. Serdecznie, dziękuje. Wszystko się dziś sprawdziło – drwił rozdrażniony Hieronim.
- Baran – wybierz jeden, Byk – wybierz dwa, Bliźnięta wybierz trzy…. Życie osobiste – wybierz jeden. Sprawy biznesowe – wybierz dwa. Sprawy sercowe – wybierz trzy.

Zając zaczął bić wściekły na oślep łapą w klawiaturę.

- Świnia! – krzyknął. – Zwykła świnia! – wrzeszczał do słuchawki.
- Jest taki znak zodiaku? – spytał się zdziwiony Bogdan.
- Dziękuję w imieniu własnym i Superowego Horoskopu. Informujemy, że wróżka Aurelia oraz Superowy Horoskop nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za udzielone porady. Klient nie może zwracać się z roszczeniami na drodze sądowej ani na żadnej innej. Wysłuchanie tego komunikatu jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na nasz regulamin. Powodzenia. Twoja osobista wróżka Aurelia. Dziękuję, że przedzwoniłeś. Jeszcze raz dziękuję, że przedzwoniłeś. Pozdrawiam. Miłego dnia.

- Ależ ze mnie baran! – wściekał się Hieronim. – Głupie zero siedemset, coś tam, coś tam… Bla, bla, bla…

Potem, nie wyłączając komórki rzucił ją w jałowce.

- Jak się obudzi, to znajdzie sobie – pomyślał rozżalony patrząc na smacznie śpiącego myśliwego.

***

Cała historia zakończyła się w sumie dość korzystnie. Lis zaczął omijać zające szerokim łukiem. Podczas mroźnej zimy Hieronim rozdawał zgromadzone buraki innym zającom, sarnom i jeleniom. Konstancja i Gustaw doczekali się czterech ślicznych małych zajączków. Trochę gorzej wyszedł na tym Grzegorz Kolanko. Musiał zrezygnować z picia, sprzedać swoją starą strzelbę, aby zapłacić rachunek telefoniczny, opiewający na siedemset złotych i zero groszy.

***
Adam Seredyński
Ur. 1997. Uczeń szkoły podstawowej. Wyróżniony podczas IV Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania. Pisze, gdy obrobi lekcje, czasami też ukradkiem w nocy, narażając się na zdumione okrzyki rodziców. Waha się pomiędzy prozą, poezją, a komedią.