Kinga Nojmann

Rocznik 85, pomieszkuje i nienawidzi w Warszawie. Mało czyta, ale ogląda obrazki. Pisze. Wstydzi się odbierać telefon. Żadnych sukcesów, żadnych porażek.

Kinga Nojmann: Postanowienie

Postanowienie: nie rozmawiać. Z nikim, ani z tą kretynką, ani z tą drugą, ani z nikim. Po prostu nie mówić. Nie, jednak mówić. Słowa, przecinki, mówić kropki – funkcja fatyczna. Padało wczoraj. A ty wiesz, że już nie ma tych świateł na skrzyżowaniu. Nie no, daj spokój, jak się można tak osłabić. Zgnite pomidory mi wczoraj sprzedali. Zjadłam, zjadłam, a co miała wyrzucić? Kto umarł? Nikt nie umarł. No przecież się uśmiecham. Łupka z pomidora mi weszła między jedynki. Nie, nie to nie dziąsło wystaje, to tą łupką zahaczyłam o drzwi.

Ja się przecież cieszę, ja się kurwa bardzo cieszę. Tort zamówiłam, żyrandole szmatą przetarłam, włączyłam Bajm, żeby się jeszcze przed sobą upokorzyć. Jasne, że spadły mi majtki. Cieszę się, tak strasznie się cieszę twoim szczęściem. I możesz mi codziennie o tym opowiadać. Mam czas, bo nigdzie nie pracuję, więc spokojnie, zupełnie na luzaka, możesz do mnie przychodzić codziennie, objadać mnie ze starych wafli i opowiadać, jak bardzo jesteś nieszczęśliwa i ile łez wylałaś (możesz mi nawet w jakiejś zlewce, czy tam w słoiku te łzy przynieść, żebym popatrzyła, zanurzyła w nich dłoń), bo sucz z trzeciego piętra popatrzyła na ciebie jak gdyby cię nienawidziła. Daj spokój, dlaczego miałaby cię nienawidzić. Jesteś taka fajna. Nie no jasne, że zawsze możesz przyjść się pożalić, mówiłam ci, że ja mam czas. Siedzę tu sobie sama, tzn. teraz sama, bo wszyscy są w pracy. Piętnaście osób nas tu mieszka, to tanio wychodzi. Ja mam jeszcze jakieś ulgi i takie różne, to mnie niecałe jedenaście złotych wychodzi za wszystko. Nie, nie, ja sobie te wafle to kupuję nowe, tylko otwieram paczkę i zostawiam w szafce, czasem owijam w starą ścierkę, żeby to tym wszystkim przeszło, nasiąkło po prostu. Tak jak lubię.

Przychodź, kiedy chcesz. Ja nie wiem jak to jest, więc chociaż od ciebie sobie posłucham. Jak to jest zaharowywać się na śmierć, z językiem na brodzie wozić się windą. Z kolegami z pracy jeść śniadania, obiady i kolację, i pić drinki na rozluźnienie, bo nie wszyscy są tacy odporni na stres jak sobie w cv wpisują.

Kurwa, nie wiem, może ja źle zagrywam w tym swoim kurikulum, może nie potrzebnie piszę prawdę. Że angielski niehalo, że francuski podstawy (przecież ja nie znam francuskiego). Ten ukraiński to sobie już wykreśliłam, bo przecież to masakra jest jakaś. Że zalet w zasadzie żadnych, że no są dwie ręce do roboty, ale lewe, co widać tylko pod pewnym kątem, to znaczy, to się tak od razu nie rzuca w oczy. Dopiero później, po krótkiej rozmowie, też telefonicznej, bo ja dzwonię dryń. Zadzwonimy do pani, ale nie macie numeru, zadzwonimy.

Grzyby, ryby, kaczki, komary i mężczyzna

Jedynym słowem: odpoczynek. Tym razem tylko w towarzystwie dwu książek, z których jedną przeczytałam w podróży (bez większej przyjemności, lecz z jurorskiego obowiązku), a drugą z przyjemnością niebywałą, bo to najnowszy Rankin, ostatnia powieść z Johnem Rebusem w roli głównej. Całe dwie przez jedenaście dni? Owszem. Nie wiem, jak dla innych krytyków, ale dla mnie urlop polega właśnie na odpoczynku od lektury.  I do maniakalnego sprawdzania poczty internetowej. Tak, tak, są jeszcze miejsca, gdzie nie ma łatwego dostępu do Internetu.

Sielsko to wszystko brzmi, lecz nie odpowiada prawdzie. Pierwszy raz od lat ośmiu wzięłam ze sobą komputer, a w nim 235 opowiadań, które napłynęły na konkurs organizowany w ramach Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania.  Tak jak przed rokiem pełnię w nim funkcję jednego z  selekcjonerów i muszę przyznać, że zadanie jest bardzo trudne.  Głównie dlatego, iż temat  – „Mężczyzna” – był pozornie prosty, stąd ilość zgłoszeń, która w sumie składa się na lekturę objętością dorównującą „Łaskawym” (dla porównania w poprzedniej edycji brało udział ok. 70 autorów). Jak z takiej masy wybrać dziesięć osób, na które warto postawić? Jak stwierdzić, czy autorzy bardzo  sprawni  pod każdym względem mogą się jeszcze czegokolwiek nauczyć. Jak nie przegapić ukształtowanych już pisarzy? I jak dociec, czy nadesłany utwór nie jest tylko wypadkiem przy pracy?

I jak przy obciążeniu taką odpowiedzialnością odpocząć?

Hmm.

Nie mogę dziś uchylić rąbka tajemnicy, obiecuję jednak,  że niebawem podzielę się z Państwem efektami tej benedyktyńskiej pracy, żeby skorzystali na niej przede wszystkim ci, którzy nie znajdą się w gronie wybranych.

Przerwa wakacyjna

Szanowni Narratorzy,

informuję, że przez niebawem wybieram się na kilkutygodniowy urlop, dlatego z góry przepraszam za zwłokę w odpowiedzi na maile z propozycjami.  Na które jednak czekam, bo oczywiście wszystkie przeczytam po powrocie. Przy okazji jedna kwestia techniczna: niektórzy z Państwa korzystają z programu Open Office, którego nie chciałabym instalować tylko w tym, celu, by raz na miesiąc przeczytać krótki tekst. Poradzę sobie jednak z tekstem wklejonym w list.

Do poczytania niebawem, Adminka

W rękach sąsiada

Sąsiadka chciała mnie poprosić o opiekę nad kwiatkami. Niestety, wyjeżdżamy w tym samym czasie i nie mogę jej pomóc. Sama hoduję jedynie roślinki dla roztrzepanych, czyli takie, które podlewam od rzadkiego przypadku, ale się nie poddają. Tak czy siak, cała sytuacja przypomniała mi takie opowiadanko  Raymonda Carvera, opowiadanko, bo krótkie jak to u Carvera, w którym sąsiedzi (taki właśnie tytuł nosi ten utwór) powierzają innym sąsiadom opiekę nad żywym inwentarzem i z dnia na dzień nabierają chęci, by ów inwentarz przejąć. Grzebią po szufladach, korzystają z toalety, marzą o tym, by właściciele nie wrócili. Jeśli zatem ktoś nie wie, co zrobić z fikusami i paprotkami, lepiej niech skorzysta z mojej metody. Trzeba je wstawić do głębokich pojemników, wystarczą takie po lodach, te wypełnić wodą, i postawić w cieniu. Sposób jest dobry tylko na roślinki tylko o niewielkich gabarytach.

Swoją drogą motyw mieszkania do przypilnowania krąży w literaturze i zazwyczaj wiąże się z wypożyczoną, bądź ukradzioną, tożsamością. Przykłady?  Z nowych„Teraz” Agnieszki Drotkiewicz,  z klasycznych „Utalentowany mr Ripley” Patricii Highsmith. Ten drugi, jak i Carver, ku przestrodze,