Michalina Konieczna: To nie jest historia o czapce

Wszystko to zdarzyło się niedawno. Żadna impreza nigdy nie jest dawno. Więc tylko kilka dni temu. Gdzieś w Niemczech. O ile dobrze pamiętam: ulica Knooper Weg. Dom, kamienica, wąskie korytarze.
Było beznadziejnie. Ludzie poprzebierani za cudowne istoty z bajek, ale ja nie. Śnieg już wtedy nie padał, tylko leżał na ulicach i czekał. Szliśmy i czuliśmy zimno. Nikt nikogo nie trzymał za rękę, żadnej pary. Weszliśmy do mieszkania z dużymi pokojami gdzie, ale wszyscy stali na korytarzu. Bardzo wąskim. Mogły co prawda minąć się na nim dwie osoby, ale tylko pod warunkiem, że dotkną się, dajmy na to, ramionami. Mała była też kuchnia, połączona dziwnym zbiegiem okoliczności z łazienką, tam piliśmy, oparci o ściany. Nie wiedziałam gdzie jesteś, ale czułam że daleko. Potem nic się nie zmieniło, nie było słychać żadnej muzyki i światło paliło się cały czas. Rozmawialiśmy w dobrych humorach. Kurtkę położyłam od razu w tym pierwszym pokoju, tak niedbale na innych kurtkach. Tam też rzuciłam torebkę. Potem się o nią martwiłam, choć nic w niej nie było ważnego. Wiesz? Tylko korkociąg. Przeciskałam się jakoś przez korytarz, aby przynieść torebkę, wrócić do kuchni, do znajomych. Oni tam pili, wiesz? Wreszcie zrobiło się za dużo dymu. Za dużo, aby było przyjemnie. Poszłyśmy z B. na korytarz, stałyśmy z istotami z bajek, imitując kolejkę do łazienki. Kolejkę do łazienki, czy ty to rozumiesz? Toalety, bo toalecie była tylko toaleta. Znalazłam się w niej dwa razy. Za pierwszym razem sama. Nic ponadto. Nie było też, niestety, haczyka ni klucza od wewnątrz, dlatego po namyśle wyszłam z niej. Potem spróbowałam jeszcze raz, z obstawą. Czy do ciebie to dociera? Nie chciałabym, aby ktoś myślał, że chodzi o coś więcej ponad to, co mówię. Staliśmy tam długo i nikt się nami nie interesował. Obok cieszył się „łapacz duchów” – też była taka bajka. A ja zamiast przebrania miałam makijaż. Pomalowałam sobie oczy na niebiesko. Zajebisty niebieski to był. Wydawało mi się, że wyglądam ładnie. Koleżanka nałożyła mi grubą warstwę podkładu. I grubo doprawiła ją pudrem. Powiedziałam, choć tak nie myślałam, że jest ok. Ona chyba bardziej się na tym zna niż ja. Myślę, że to dobrze. Zakryć sobie tak mocno, mocno twarz. Gdy wychodziłyśmy, przyszedł Luigi, aby nas pożegnać. Przytulił bardzo po męsku i powiedział ciepłe słowa o imprezach letnich nad morzem, na plaży. Mnie już wtedy tu nie będzie. Poszłyśmy do domu. Zrobiło się jeszcze bardziej zimno, strasznie, mróz, śnieg i przemoknięte buty. Ale byłyśmy trochę pijane. Po drodze śmiałyśmy się z całego świata. Wiesz, muszę już kończyć. To przecież nic szczególnego.
Tam chyba została czapka, którą dała mi mama. Mojej mamie umarł mąż. Mój tata. Była zielona i miała dwie warstwy. Na wierzchu taka w dziurki, a pod spodem druga, cieplejsza. I teraz nie wiem, gdzie ona jest. Nie mogę jej znaleźć. Może wciąż gdzieś leży. Naprawdę ładnie w niej wyglądałam. Była to pierwsza czapka, w której wyglądałam ładnie. Mama na pewno spyta, gdzie ją podziałam. Ale jest jeszcze nadzieja, że ją znajdę. Wierzysz w to? Że jest jeszcze nadzieja?

Michalina Konieczna

Ur. 1988 r. w Gostyniu. Obecnie z sukcesem mieszka i studiuje polonistykę w Poznaniu. Stara się mieć poglądy, ale się do nich nie przyzwyczajać. Nadużywa snu, czasu i przestrzeni. Miewa humory, dobre pomysły i wątpliwości. Lubi się poświęcić dla czyjegoś dobra, także własnego.

Mariusz Filip-Raniszewski

Kulturoznawca i filmoznawca – absolwent Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Scenarzysta, reżyser i  producent telewizyjny, dziennikarz oraz manager kultury. Byłem współzałożycielem Fundacji Telewizji Koszalin. Zrealizowałem około 250 filmów i audycji, które  miały swoje odsłony na antenach stacji ogólnopolskich. Przez trzy edycje (2004-2006) pełniłem funkcję dyrektora międzynarodowego Festiwalu Debiutów Filmowych „Młodzi i Film” w Koszalinie. Zajmowałem się między innymi projektowaniem i realizacją programu filmowego oraz projektów artystycznych festiwalu. Ponadto piszę. Kiedyś felietony do tygodnika „Zbliżenia”, zdarzyło się także do GW. Co nieco publikuję w Internecie.  Więcej nie pamiętam, ale pewnie jeszcze się czegoś w życiu nauczę.

http://mariusz-filip-raniszewski.blogspot.com

 

O pożytku z podróżowania tramwajem

Krzyś przemierzał miasto wsłuchując się w rozbrykane dźwięki tramwaju numer 27.

Szyby wagonu obsypywały gęste krople kwietniowego deszczu. Miasto szczerzyło zęby feerią barw i reklam. Krzyś lubił czasem zanurzyć się w tym świecie. Przynajmniej od czasu, gdy udało mu się odpędzić Dzień Przymusowego Opuszczenia Mieszkania. Przez chwilę przypominał sobie ostatnią wizytę w Ośrodku Pomocy Społecznej.
- Chciałbym złożyć wniosek o dofinansowanie czynszu, bo grozi mi eksmisja.
- Ma już pan wyrok? – czujnie zapytała Urzędniczka.
- Tak, ale właściciel powiedział, że jeśli ureguluję czynsz, to będę mógł dalej mieszkać.
- Nie możemy opłacać pańskiego czynszu – nie jesteśmy do tego powołani. Ośrodek wspiera mieszkańców w najbardziej pilnych potrzebach. Kolejny wniosek o pomoc społeczną proszę złożyć tam, gdzie będzie pan mieszkał.
- Nie będę mieszkał, bo nie mam gdzie mieszkać.
- Jeżeli pan nie mieszka, to nie może pan prosić o pomoc.
- Mogę mieszkać jeżeli pomożecie mi w opłaceniu czynszu. Choć przez miesiąc.
- A wie pan ile rodzin czeka na pomoc?
Krzyś wyczuł aluzję oskarżenia. Oczyma wyobraźni ujrzał ciemne wnętrze sutereny z barłogiem pod ścianą. Przy stole siedział mężczyzna z głową opuszczoną na blacie. Pachniał tanim winem. Przy kuchence rozczochrana kobieta niemrawo kręciła łyżką w saganku. U jej stóp gromadka maluchów patrzyła na nią wyczekująco…

Nie tak wyobrażał sobie XXI wiek – kiedyś, w czasach szkolnych, gdy tonął w lekturach Science Fiction. Tamtego popołudnia wydarzyła się jeszcze rzecz niezrozumiała. Po bez mała trzech latach odezwał się telefon. Sympatyczny głos poinformował go, że galeria sprzedała większość grafik i poprosił o potwierdzenie numeru konta.

Tramwaj zaterkotał wesoło i uchylił drzwi na przystanku „Park”. Przenikliwy chłód kapryśnego popołudnia ogarnął przemoczoną kurtkę Krzysia. Ziiimno. Postanowił zastosować stary trik z „Gry w Klasy”. Tyle że w drugą stronę. Skoro Oliveira walcząc z oblepiającym upałem, potrafił sobie wmówić, że panuje mroźna zima, i to tak skutecznie, że złapał katar…Krzyś uśmiechnął się szeroko. Sądził, że tylko w duchu – już tyle razy wracał do tej sceny.
- No i z czego się pan tak śmieje? – ociekająca deszczówką dziewczyna mówiła z wyraźną pretensją.
Obładowana tubami, teczkami i torbami, najwyraźniej nie mogła sobie poradzić z umoszczeniem się na krzesełku. Nie była śmieszna. Zdecydowanie bardziej interesująca niż śmieszna. Zwłaszcza z tą iskierką złości w ciemnoniebieskiej źrenicy.
- Ależ nie śmieję się. Uśmiecham się do książek.
- Do tych, które noszę w sobie – wyjaśnił widząc, że dziewczyna nie bardzo wie o co mu chodzi.
- Aha – mruknęła.
- Może pomogę z tymi pakunkami – Krzyś wyciągnął rękę w kierunku ogromnej tuby, która aby, aby, a ześliznęłaby się pod kapiące obuwie współpasażerów.
Dziewczyna cofnęła się odruchowo odbierając tubie resztki szans na utrzymanie się w powietrzu.
- Moje grafiki – jęknęła. Usiłując złapać turlającą się własność, wysypała na podłogę pokaźną zawartość torebki.

Krzyś zanurkował pomiędzy nogi, buty, końcówki parasoli i krzesełka. Sprawnie zbierał drobiazgi. Od czasu do czasu wysuwał triumfalnie ku górze rękę ze zdobyczą. Nie zdawał sobie sprawy, że wędrując na czworakach oddala się w głąb wagonu. Kredki, pomadki, pudełka, puzderka, odcinki i wycinki, trzy telefony, klucze, widelec, tubki z farbami, śrubokręt – dziesiątki przedmiotów wędrowało taśmociągiem z dłoni pasażerów do właścicielki. Tylko turlająca się tuba z grafikami umykała podstępnie.
- Ludzie, ludzie, wspomóżcie ślepego – donośny głos rosłego, długowłosego
mężczyzny w długim płaszczu, przedarł się przez szmer rozmów telefonicznych i stukot kół. Szedł pewnie przez środek zatłoczonego wagonu wskazując wymownie na olbrzymią oprawkę okularów zakrywająca większą część twarzy. Jedno szkło było pęknięte, drugie całkowicie zakrywały krzyże z różowego plastra.
- Mam minus trzydzieści sześć dioptrii – zbieram na okulary. Pomóżcie proszę kalece.

Mężczyzna raczej nie wypadł zbyt wiarygodnie, gdyż jakoś nikt nie kwapił się z datkami. Pasażerowie rozstępowali się skwapliwie na boki. Krzyś wykorzystał nagle odzyskaną przestrzeń. Po chwili, zadowolony podawał Dziewczynie pojemnik z grafikami.
- Dziękuję, bardzo panu dziękuję – śmiała się coraz bardziej niepohamowanie.
- Grafiki, to pani grafiki. Też trochę zajmuję się grafiką .Amatorsko. Ale że co? Dlaczego pani się śmieje?
Wyglądało na to, że dziewczyna jest w jakimś szoku. Albo dostała zwyczajnej głupawki.
- Z pana się śmieję, z pana – powtórzyła figlarnie i podała mu małe, okrągłe lusterko
z kopią Giocondy na odwrocie.
No tak. Krzyś spojrzał na Krzysia. Wyprawa do Wnętrza Tramwaju pozostawiła na jego policzkach liczne i co tu dużo gadać, zabawne ślady.
- Pani jest artystką? – postanowił zignorować swoje zawstydzenie.
- Skończyłam Akademię, ale czy jestem artystką, to nie wiem. Jeszcze nigdy, nic nie sprzedałam.
- A ja kilka tygodni temu, cudem jakimś, moje amatorskie, za niezłe nawet pieniądze… Jestem Krzysztof. Krzyś może – jak kto woli. Ale to chyba ten bliższy ktoś… jak woli – plątał się
- Musisz mi opowiedzieć o tych swoich grafikach. Uzbieraj na dwie kawy w miłej knajpce i napisz mejla. Tutaj wysiadam. I mój adres w necie – Dziewczyna podała Krzysiowi zmięty i pachnący kartonik.
Znowu został sam.

- Mam uzbierać na kawę… ale dlaczego mam zbierać? Może to wyznawczyni zasady per aspera ad astra? Do gwiazd… banalne i wytarte, ale ładne. Radosne.
Tramwaj łagodnie lądował na przystanku Krzysia. Zrezygnowany deszcz kapał już tylko od niechcenia.

Mariusz Filip-Raniszewski

Światowy Dzień Książki (i Praw Autorskich)

Świętuję w domu, bo do wyboru mam jedynie Port Wrocław, a Port jest jak dzień świstaka.  Przy czym zakładam, że dla innych to ja mogłabym być elementem, który stwarzał takie wrażenie. Zatem niech inni się zajmą dywagacjami na temat, czy wypada pisać wiersze o tragedii w Smoleńsku, a ja na wagary, na czas określony: od teraz do nigdy więcej. (Przy tym nie ukrywam, że liryczne glosy do żałoby tragedii  miały pewien wpływ na moją decyzję, tudzież utwierdzenie się w przekonaniu, iż jednak nie bez powodu wolę prozę).

Zatem świętuję w domu, na trzeźwo, i mając do wyboru całe mnóstwo narzędzi pomocnych w uczczeniu tego święta, nie muszę czytać głupawych uwag na temat galopującego analfabetyzmu Przeczytałam za to z przyjemnością mądre uwagi  Ingi Iwasiów na temat kondycji polskiej literatury. Zapraszam tutaj: http://czytelnia.onet.pl/2,1596196,rozne.html

Zaraz więc zacznę świętować,  i nie mogąc dodać już nic mądrego niż „kochajcie książki”, dodam jeszcze słówko o prawach autorskich. Mam nadzieję, że kiedyś zostaną wreszcie uregulowane tak, by wreszcie stało się jasne, że wolność dzielenia się informacją to jedno, a żerowanie na cudzej własności to drugie.

Kulisy wyobraźni

Wśród książkowych premier sporo rzeczy poświęconych pisarzom i procesowi tworzenia. Jedną, „Dzikich detektywów” Bolano już anonsowałam. Druga „Muzeum niewinności” Orhana Pamuka, temat ten porusza wyłącznie w finale (nie powiem jak, by nie psuć niebywałej) przyjemności przedzierania się przez blisko 750 stron).Właśnie odebrałam niesamowitego „Ludwiga” Davida Albahariego, który przestrzega przed wymianą pomysłów (w tym miejscu trywializuje, bo ta wymiana jest głęboko umotywowana) i przypomina mi charakterystyczny styl Thomasa Bernharda. Trzeba okazać nieco cierpliwości tej książce, by przystosować się do  zagęszczonej frazy, przyzwyczaić się do obsesji narratora, ale zapewniam, że satysfakcja gwarantowana.

Nowa powieść Johna Irvinga, „Ostatnia noc w Tweested River” ukaże się dopiero 18 maja, tuż przed warszawskimi targami. Już wchłonęłam i stwierdzam, że Irving jest wciąż w znakomitej formie. Jego bohater to pisarz, który na naszych oczach przeobraża opisane w książce wydarzenia i postaci, by wreszcie na koniec opowiedzieć całą prawdę tak, jak się rzeczywiście przedstawiała.

W sumie wiele jest takich książek, z jakich można by stworzyć kanon lektur dla uczestników kursów twórczego pisania. Z drugiej jednak strony zawsze uważałam, że sama uważna lektura może zastąpić taki kurs, biorę jednak pod uwagę to, że patrzę na rzecz z perspektywy filologa, który się wyuczył odpowiedniego dystansu do dzieł. Lecz i o nim jest mowa w wymienionym tu zestawie.

Account Executive w służbie czytelnictwa

Nie powiem, że aż tak często, ale od pewnego czasu w mojej skrzynce ląduje coś w tym stylu: 

 

 Witam serdecznie,

 

W portfolio książek wydawnictwa XXX pojawiły się dwa koleje intrygujące thrillery (…) Więcej informacji o książkach znajdzie Pani w załączonej informacji prasowej.

 

Pani XY

Senior Account Executive

Agencja PR

Portfolio rekomendowane przez seniora account executive…  Póki co mnie to bawi, lecz i zmusza do refleksji. Czy panie i panowie marketingowco-PR-owcy nie uczą się języka polskiego? Czy zakładają, że krytyk literacki (sorry, nie znoszę słowa krytyczka), po godzinach przyswaja specjalistyczny bełkot? Czy po prostu na użytek kogoś, kto zajmuje się literaturą, nie mogliby użyć sformułowania „oferta wydawnictwa”? Nie czepiałabym się, gdyby to był pierwszy taki przypadek i gdybym za pierwszym razem nie zareagowała kpiarsko, prosząc o wytłumaczenie fachowych terminów, bo mam wrażenie, że uczestniczę w bliskich spotkaniach III stopnia.

Wiem, co to jest port folio, brand, brief i inne takie, ale do licha nie przestawię się na słownictwo kupiecko-reklamowe, bo książka nie jest dla mnie towarem do spylenia, czy jak to się tam nazywa po „marketingowemu”. Czy to boli, jak się powie prościej , jak się sobie przypomni język z niedawno ukończonego liceum?  Widać boli, zwłaszcza świeżo upieczonych zdobywców licencjatu i magisterki.

Koniec świata (jak mówił Pawlak albo Kargul), jeszcze trochę a posługujący się normalnym polskim trafią do rezerwatu, razem z literaturą piękną w językach ojczystych, której nie będzie miał kto czytać.  

Co robić zatem? No nie dać się i tępić ile wlezie.

iMan – konkurs na opowiadanie

Regulamin

1. Centrum Kultury „Zamek” w ramach szóstej edycji Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania ogłasza konkurs otwarty na opowiadanie. Hasłem przewodnim konkursu w roku 2010 jest iMan.
Organizatorom zależy zwłaszcza na utworach eksplorujących tematykę: relacji między człowiekiem a technologią, teleinformatycznej hybrydyzacji fizjologii ludzkiej, motywu człowieka jako gadżetu, cyfryzacji zmysłów, dynamicznej przebudowy języka, multiplikacji i przeformułowania relacji społecznych; a w najszerszym sensie: na poruszeniu w tekście beletrystycznym tematu zmian cywilizacyjnych i psychofizycznych, jakie zachodzą aktualnie w naszej kulturze i w życiu codziennym w kontekście tzw. „nowych mediów”. Hasło przewodnie i ww. zakres tematyczny można przy tym oczywiście traktować również jedynie jako inspirację, zbudować w jego kontekście wątek poboczny czy oprzeć na nim jeden z motywów nadesłanego utworu. Wyróżnione opowiadania będą mogły wejść w skład przygotowywanej na tegoroczny festiwal antologii poświęconej właśnie powyższym zakresom tematycznym.

2. Nieprzekraczające dwudziestu stron maszynopisu teksty można przesyłać do 10 lipca 2010 pod adresem milka@shortstory.pl lub na adres pocztowy Centrum Kultury „Zamek”: pl. Świętojański 1, 54-076 Wrocław, z dopiskiem „Konkurs na opowiadanie”, do przesyłki dołączając wersję elektroniczną tekstu.

3. Prace niespełniające wymagań formalnych nie będą brane pod uwagę.

4. Teksty należy podpisać imieniem i nazwiskiem, a do przesyłki prosimy dołączyć informacje kontaktowe (adresy e-mail i pocztowy, numer telefonu kontaktowego).

5. Nadesłane teksty oceni profesjonalne jury.

6. Zgłoszenie pracy na konkurs jest równoznaczne z zaakceptowaniem przez jej autora regulaminu konkursu oraz z przekazaniem na rzecz Centrum Kultury „Zamek” autorskich praw majątkowych do tekstu i zgodą na jego publikację w drukach festiwalowych /katalog, antologia/ i na stronach www festiwalu bez dodatkowego wynagrodzenia.

7. Główną nagrodę w konkursie stanowi 2500 zł. Nagrodą dodatkową jest zaproszenie do udziału w 6. finale Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania w dniach 15-16 października 2010 r. we Wrocławiu. Podatek dochodowy wynikający z przyznanej nagrody organizator odprowadza do odpowiedniego US.

8. Jury przyzna także 10 wyróżnień, które będą uprawniały do bezpłatnego udziału w zajęciach creative writing odbywających się podczas festiwalu. Najciekawsze prace będą mogły zostać opublikowane w serwisie www.opowiadanie.org lub w festiwalowej antologii tekstów.

9. Ogłoszenie nazwiska laureata głównej nagrody i wręczenie nagród nastąpi 15 października 2010 r. Zwycięzcy zostaną powiadomieni telefonicznie lub pocztą elektroniczną. Lista nazwisk zostanie również opublikowana na stronie www.opowiadanie.info

10. Organizator nie zapewnia wyżywienia ani zakwaterowania w trakcie warsztatów.

11. Organizator rezerwuje sobie prawo do zmniejszenia lub zwiększenia puli wyróżnień konkursowych, a także do innego podziału nagród.