Darz bór

Kończą się właśnie targi krakowskie, na które tradycyjnie nie pojechałam, bo to, co bym z nich wywiozła i tak do mnie przyjechało. Przynajmniej oszczędziłam sobie pięciu godzin plus , również tradycyjne spóźnienie, bo kolejom ciepła jesień nie robi różnicy. O czym przekonałam się przejechawszy niedawno nieomal całą Polskę, sześcioma w sumie środkami lokomocji – tylko ostatni pociąg nadrobił zwłokę, co mi już po trzydziestu paru godzinach udręki było szczerze obojętne. Ale wszystko to wynika z wielkiej odnowy, jaką obserwowałam na większości docelowych i mijanych po drodze stacji. Będzie pięknie, kiedyś, tak jak w Tarnowie, w którym antycypowano pospolite dworcowe ruszenie. Wypasiony dworzec świeci się i pyszni, aż przyjemnie przez niego przejść z jednego środka lokomocji do drugiego.

Bez niemiłosiernie obciążonej walizki i ekologicznych toreb uwieszonych z każdej strony, że tak wrócę do tematu targów i jesiennego wysypu książek. Oj dużo, ich dużo, trudno to wszystko ogarnąć i upchnąć w nielicznych miejscach, w jakich się pisuje, przy zastrzeżeniu, iż już wkrótce zaczyna się nowy rok, przeto aktualne nowości zostaną wyparte przez te datowane na rok przyszły. Nie bardzo rozumiem ten mechanizm, niesprzyjający raczej dopieszczaniu poszczególnych tytułów, ale jakoś one sobie radzą w czasie, też zbliżającego się, świątecznego szału zakupowego.

Nie wyliczę więc tych kilkudziesięciu książek, które pomniejszyły moją Lebensraum, tylko pochwalę króciutko Świat Książki za uroczą reklamówkę w modnych tej jesieni, ciepłych kolorach. Ów kolorowy napis głosi „Kobiety czytają więcej”, co jest prawdą (potwierdziły to moje obserwacje w czasie podróży, choć to zależy od pociągu, w tym z Krakowa do Tarnowa przeważali zaczytani mężczyźni). W tej wielorazówce ekologicznej oprócz siedmiu książek znalazłam także mandarynkowy żel pod prysznic, dorzucony „By czytanie w wannie było jeszcze przyjemniejsze…” W zasadzie powinien to być płyn do kąpieli, ale pewnie by się nie zmieścił, tak czy siak jestem tym bonusem zachwycona, bo uwielbiam lekturę wannową. Płyny, olejki i sole kąpielowe również, więc jakby ktoś z wydawców miał dylemat, czym mnie uszczęśliwić, no to właśnie ta niedyskretnie sugeruję. Święta idą, od czekolady cera się psuje, a misiami, zwłaszcza tymi o dużych gabarytach, nie mam już kogo obdarować. Perfumy też mogą być, byle bez piżma. Dobra kawa i herbata – zawsze. A najlepiej dodatkowe kilka metrów na składowanie tych wszystkich skarbów.

Comments

Leave a Reply