Opowiedzieć o mieście

Mały grudniowy urodzaik na antologie opowiadań, których akcja osadzona została w konkretnym mieście, grającego, z różnym powodzeniem, rolę współbohatera tekstów. „Miłość we Wrocławiu” (pierwotny tytuł, przez długi czas utrwalany w zapowiedziach – „Zakochany Wrocław”, per analogiam do dwóch filmów o Paryżu i Nowym Jorku) ukazał się wprawdzie w listopadzie, ale dopiero teraz go otrzymałam od wydawcy, czyli EMG, i sobie poczytałam. Głównie po to, żeby przekonać się, jak pisarze skądinąd poradzili sobie z fenomenem miasta, w którym żyję i które znam do tego stopnia, że stało się dla mnie prawie przezroczyste. Może powinnam napisać, iż mi zobojętniało, ale to nie do końca prawda – uczucie do miejsca, w jakim zawsze chciałam zamieszkać, ożywa, gdy dochodzi do jakieś poważnej zmiany w krajobrazie. Kiedy z mapy Wrocławia, na której wyrysowałam swoje własne ścieżki i zaznaczyłam miejsca sentymentalne, coś znika. Na przykład ostatnio wyparował pub „Highlander”, gdzie przesiadywałam jako studentka polonistyki i jeszcze kilka lat później, chociaż później to już było raczej wpadanie na chwilę, prawie z wywieszonym językiem i w nieodłącznym towarzystwie wyrzutów sumienia. Potem nadszedł etap „Literatki”, ale wraz z nim nie wrócił etap przesiadywania. „Literatka” jest albowiem sama w sobie żywym wyrzutem sumienia, zawiera go w swojej nazwie – teraz, gdy już funkcjonuję  jako poniekąd literatka czuję się głupio siedząc, popijając i ględząc ewentualnie o literaturze, zamiast siedzieć przed monitorem i pracować.  Na szczęście inni siedzą za mnie i już wygospodaruję trochę czasu, to nie muszę kombinować z szukaniem miejsca. Jeszcze nie.

Literatka gości w wielu opowiadaniach zawartych w tomie, bo każdy z pisarzy musiał w niej być, sprowadzony na twórczy rekonesans i połączone z nim spotkanie autorskie. Toteż bardziej mnie ciekawiły te kawałki, w których opisane są nieco dalsze wyprawy. W przestrzeni i czasie. To w nich uchwycony został nie tylko pejzaż, ale także duch miasta. Coś, co uzasadnia umiejscowienie danej fabuły właśnie we Wrocławiu, a nie – nie czarujmy się –  gdziekolwiek indziej). Dwa są takie kawałki
zacne: „Oddana” Łukasza Orbitowskiego i „Boczny wątek” Ingi Iwasiów.

Moskwę Noir” (wyd. Claroscuro) umieściłam na drugim miejscu tylko dlatego, że jestem lokalną patriotką. Ale jeśli chodzi o wrażenia artystyczne, to jednak ją wolę. Czego uzasadniać nie będę, niemniej muszę tu koniecznie pochwalić Ewę Skórską za naprawdę wyborny przekład kilkunastu rożnych głosów, które pięknie „słychać”.

Comments

Leave a Reply