Sep
24

Dresy nie są tym, czym się wydają – Mister D.

Zapraszamy na koncert Mister D.
4 października, godz. 21:00,

Kino Nowe Horyzonty
sala nr 1

Bilety w cenie 15 zł
do nabycia w Kinie Nowe Horyzonty
od 24 września, również online.

Dresy nie są tym, czym się wydają

Że zadebiutowała tak, a nie inaczej, że za drugą książkę dostała Nagrodę Nike, że zaczęła pisać dramaty, a od tego wszystkiego nie minęło nawet ćwierć wieku jej życia, to zaskakujące. Że pisarka nagrała płytę i zrobiła to, mając tyle samo lat, co Leonard Cohen, kiedy debiutował albumem „The Songs of Leonard Cohen”, już tak bardzo nie dziwi, bo wiemy, że możemy się po Masłowskiej spodziewać wszystkiego – całość obrazu artystki aktywnej uzupełnia napisana przez nią bynajmniej nie dla samych dzieci bajka „Jak zostałam wiedźmą”.

Wszystko, co robi pisarka, trzyma się przysłowiowej kupy, chociaż jak sama przyznała w jednym z wywiadów: „Ludzie spodziewają się po tej płycie wszystkiego, tylko nie tego, co tam jest”. Zachwyt krążkiem „Społeczeństwo jest niemiłe” bierze się w znacznej mierze z zaskoczenia: psychodeliczną slapstickowością, nienachalną, acz zwinną produkcją i tekstową oryginalnością, która pozwala ciągnąć kreskę łączącą „Wojnę polsko-ruską”, „Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku” i ten album. Uszlachetnianie języka ulicy i klecenie z niego literatury stało się jej sposobem działania – teksty na płycie Mister D. konsekwentnie wynikają ze sposobu funkcjonowania Masłowskiej jako pisarki i traktowanie ich wyłącznie jako lirycznego ekscesu byłoby niepoważne. Za solidną zasłoną z językowych kalek, celowych błędów i przede wszystkim kolokwializmów, będących immanentną częścią tekstów punkowych i discopolowych, kryje się bowiem konsekwentna strategia.

Ta literacka mimikra, najłatwiejsza do zaobserwowania nie tylko w samym tekście, ale też w rozbrajająco kiczowatym teledysku do „Chleba”, jest o wiele bardziej czuła, niż ironiczna, chociaż powstaje dzięki zbiorom z tego samego sadu, z którego Masłowska brała pomysły do „Wojny polsko-ruskiej”. Parafrazując powiedzenie o sowach z „Twin Peaks”, można powiedzieć, że dla niej dresy nie są tym, czym się wydają: opowieść z „Chleba” w takim samym stopniu, co społeczną diagnozą i kolorowo maźniętym obrazem blokowisk, gdzie po chleb idzie się do Żabki, żeby przy okazji dostać nalepki, jest romantyczną opowiastką o miłości. Masłowska opiera się pokusie taniego toczenia beki z Polski B, piłkarzy czy tirówek, ale też sprytnie unika politycznego zaangażowania: jej żywiołem pozostaje język, którym nie wykoślawia swoich bohaterów, lecz maluje ich grubą kreską, czego zabrakło w jej ostatniej powieści „Kochanie, zabiłam nasze koty”. Masłowska balansuje na cienkiej linii oddzielającej pastisz od tandety, ale w nawet najbardziej ryzykownych utworach (o prezydencie czy kanapkach z hajsem) nie spada w przepaść przeszarżowanych sloganów.

Jesteśmy w stanie nie tylko zrozumieć, ale wybaczyć wszystko ze względu na wyraźnie niepoważną konwencję całego projektu, muzycznie rozciągniętego niczym siatka bezpieczeństwa między naiwnym punk rockiem a modną, ale chwilami naiwną elektroniką, bardziej niż modnego DJ-a z Berlina przypominającą popiskiwania syntezatorów na przykościelnym odpuście. Ale w tym cały urok muzycznego wcielenia Masłowskiej, syntezującej w sobie wszystko, co polskie. Mister D. to wywar z klapek Kubota, kiełbasy z majonezem, Żabki i Biedronki, między półkami której Masłowska czuje się swobodniej niż w antykwariacie ze zmurszałą prozą. Wiarygodności projektowi dodaje jej nieukształtowany, chwilami sepleniący wokal, zdający się być jedynym sensownym sposobem na wyśpiewywanie kultowych już fraz takich jak „Zrób mi kanapki z hajsem / Ze smalcem i z hajsem”. Czy zaufalibyśmy tej inteligentnej przaśności, gdyby nam ją śpiewała Irena Santor? Pewnie nie.

Ten muzyczny projekt jest więc nie tylko spełnieniem marzeń Masłowskiej o śpiewaniu, ale też konsekwentną realizacją literackiej strategii. Lustro, w którym pisarka każe się przeglądać Polsce, jest może troszkę krzywe, ale do diaska, czy w uogólnieniu, że „Społeczeństwo jest niemiłe”, nie ma o wiele więcej smutnej prawdy, niż bylibyśmy w stanie sami przed sobą przyznać, myjąc rano zęby i spoglądając w lustro zawieszone nad ucioranym zlewem?

Bartosz Sadulski