Oct
17

Wioletta Grzegorzewska: Nie tylko zadyma


Wioletta Grzegorzewska
Fot.: Piotr Bartos

Festiwale literackie mają sens wtedy, kiedy nie służą tylko „festynizacji” kultury i są spotkaniami branżowymi przy szwedzkim stole, podczas których dyskutuje się o sekretarzach jury. Festiwale mają sens wtedy, gdy towarzyszą im działania kulturotwórcze: organizatorzy angażują publiczność, przygotowują panele dyskusyjne, warsztaty dla dzieci i młodzieży oraz spotkania z autorami. Taką, niezwykle cenną inicjatywą integrującą pisarzy z różnych zakątków świata, okazał się być X Międzynarodowy Festiwal Opowiadania we Wrocławiu. Nie był on tylko sezonową zadymą medialną połączoną z huczną galą i afterparty. W ciągu kilku dni Kino Nowe Horyzonty zamieniło się w święto opowieści i, co moim zdaniem ważne, mogliśmy o nich rozmawiać podczas spotkań z autorami, wysłuchać ich także w oryginale.
Podczas mojej podróży po Anglii i Północnej Walii mogłam wracać do wielu utworów dzięki opublikowanym antologiom „Nowe marzy” i „Transgresje”. Jadąc pociągiem z Hull do Portsmouth, wspominałam film o podróży po Europie Tove Jansson, który podczas festiwalu zaprezentowała Justyna Czechowska, wracałam myślami do „Lublina” Andrzeja Stasiuka i opowiadania Eustachego Rylskiego.