wrz.
20

Spotkania z Idą Linde w ramach 11.MFO


Szwedzka okładka powieści
"Wyznawanie miłości"

W trakcie tegorocznego festiwalu zapraszamy na dwa spotkania ze szwedzką pisarką Idą Linde, autorką wydanej niedawno przed Lokatora książki „Jeśli o tobie zapomnę, stanę się kimś innym” (w przekładzie Justyny Czechowskiej, z ilustracjami Zosi Dzierżawskiej). W sobotę 3 października o godz. 15:00 – spotkanie autorskie w Galerii BWA Dizajn (ul. Świdnicka 2-4), które poprowadzi tłumaczka Justyna Czechowska. Również w sobotę, w trakcie prezentacji rozpoczynających się o godz. 18:00 (Stara Plebania, plac Nankiera 17), Ida Linde przeczyta fragmenty niewydanej jeszcze w Polsce powieści „Wyznawanie miłości”, przetłumaczone specjalnie na nasz festiwal, również przez Justynę Czechowską.

BIOGRAM AUTORKI

„Wyznawanie miłości” – fragment:

Siedziała w oknie kuchni i przyglądała się sąsiadom bawiącym w berka. Był gorący letni dzień, okno uchylone, słyszała, jak chłopiec krzyknął, gdy się przewrócił i uderzył. Rany na rękach i kolanach, skrzywiony wyraz twarzy. Siostra pogłaskała go pocieszająco po policzku, potem zaczęli bawić się w chowanego. Chłopiec liczył, rozszerzając palce przy twarzy, bezwstydnie podglądał siostrę, która biegła, by się ukryć.
Eleonore nie potrafiła myśleć o swym wyizolowaniu inaczej niż jak o potencjale, nie musiała też martwić się brakiem kogoś, z kim mogłaby dzielić wspomnienia o rodzicach, jeszcze nie, potrzebą kogoś, kto mógłby niuansować ich wpływ z drugiej strony. Byli w najwyższym stopniu żyjący, wykonywali swoje zadania z precyzją.
Mutti miała osobliwie szare oczy, chciała, by córka nauczyła się czytać, zanim zacznie szkołę. Siedziały przedpołudniami przy stole w kuchni i ćwiczyły. Eleonore denerwowała się, gdy czegoś nie rozumiała, więc Mutti musiała uważać z dłuższymi słowami. Ale kiedy wszystko się ułożyło, także słowa takie jak bedingungslos czy Leidenschaft, wypożyczała do domu wszystkie książki, o które prosiła córka. Pozwalała jej siedzieć przy stole i czytać podczas obiadu, pod stołem, gdy mieli gości i w łóżku długo po porze spania. Tylko czasami, gdy Papi był zmęczony, wrzeszczał:
– Cholera by wzięła oczy zepsute od liter!
– Najbardziej lubię cyfry – odpowiadała Eleonore i szła do okna. Liczyła leżące tam muchy. Łapała te, które jeszcze żyły, i wyrywała im skrzydła. Sklejała pudełka po zapałkach w wieżowce i wkładała po trzy muchy do każdego. Kiedy skończyła, wrzucała budowlę do ognia, nazywając to podpaleniem. Znów siadała przy Papim i rysowała tabele jego podróży do Seilitz, albo robiła listy sprawunków mamy: Kaffee, Brot, Zucker.
Papi martwił się czasem jej samotnością. Mówił, żeby wyszła na dwór, więc posłusznie wychodziła, ale tylko po to, by usiąść w cieniu domu. Na ósme urodziny sprawił jej psa dla towarzystwa. Eleonore była konkretna, gdy nie wymyśliła dla psa żadnego pasującego imienia, nazwała go po prostu Psem. Czasem wychodzili na spacer, ale najczęściej pies leżał przed domem i patrzył na przechodniów, podobnie jak Eleonore z okna tuż nad nim.

Poszła do szkoły, nie zwracając na to uwagi. Jeśli ktoś usiadł na jej miejscu, siadała gdzie indziej. Jeśli ktoś wziął jej książkę, ona brała czyjąś. Kiedy inni próbowali uformować słowa w dźwięki, po czym zrozumieć, co właśnie powiedzieli, ona dzieliła słowa na małe grupy, a potem mnożyła słowa przez inne. Kiedy nauczyciel zadawał pytanie, zawsze znała właściwą odpowiedź, ale nie żeby sama podniosła rękę, uważała to za pychę.
Eleonore nie była samotnikiem, potrafiła się włączyć, kiedy miała ochotę, ale rzadko odczuwała entuzjazm dla czegoś, co sprawiało, że pozostałe dzieci się pociły. Wycieczki szkolne, tańce. Czasem zwierzała się dziewczynce o imieniu Charlotte. Była zachwycona zielonymi oczami Charlotte i zmyślała historie, które szeptała jej tylko po to, żeby zobaczyć jak te oczy się powiększają.

Przełożyła Justyna Czechowska