Oct
07

Barbara Sadurska zwyciężczynią konkursu na opowiadanie!


Barbara Sadurska
Fot. Rafał Komorowski

Nagrodę główną w wysokości trzech tysięcy złotych w konkursie na najlepsze opowiadanie “ostatni bankiet prezydenta” otrzymała Barbara Sadurska za opowiadanie Pełnia. Gratulujemy! Poniżej fragment nagrodzonego tekstu. Cały opublikujemy w następnym numerze czasopisma OPOWIADANIE.

Barbara Sadurska
PEŁNIA

Jeżeli od ponad pięćdziesięciu lat pracujesz w tym samym szpitalu i jeśli mimo wieku nadal wypełniasz obowiązki ordynatora sumiennie i z poświęceniem, jeśli wiesz, co to znaczy spędzić kilka godzin do świtu na twardej kozetce przykrytej białym, sztywnym prześcieradłem, z głową w zgięciu łokcia, z nosem wtulonym w fałdę fartucha śmierdzącego lizolem, i jeśli wiesz, jak to jest potem rano przetrzeć zapuchnięte oczy szorstką ręką i pracować osiem godzin w gabinecie, a potem kolejnych szesnaście na oddziale, jeśli dosłownie i w przenośni mieszkasz w psychiatryku, w pokoju służbowym w pawilonie C na parterze, to chyba możesz powiedzieć, że ten szpital to całe twoje życie.
Nie cierpisz na bezsenność, ale bierzesz nocne dyżury, żeby uspokoić serce, żeby oderwać się od tego, co będzie jutro.
W nocy dużo się dzieje, a ty lubisz wiedzieć, co się dzieje, więc na dyżur idziesz jak na bal. Kładziesz się na kozetce w księżycową noc i przez prostokąt okna patrzysz na chmury kłębiące się nad nagimi koronami drzew. Czarne konary tworzą gęstą sieć, księżyc dopiero wschodzi, jutro będzie pełnia – myślisz i zaciskasz powieki nasłuchując dźwięków dobiegających z wnętrza szpitala. Oddziałowa monotonnym głosem powtarza dyżurnej zasady wzywania personelu pomocniczego. Sanitariusz rozwozi kroplówki do sal. Ochroniarz w czarnym mundurze spuszcza wodę piętro niżej. Ktoś kaszlnął na końcu korytarza.
O północy Oddziałowa cicho otwiera drzwi. Pracujecie razem od dwudziestu lat, rozumiecie się bez słów. To nie jest nagły przypadek, ale pacjent nowy, w dodatku w katatonii. Nie wystarczy go przywiązać do łóżka.
Idziesz długim korytarzem, białe światło razi cię w oczy. Wchodzisz do sali. Mężczyzna po sześćdziesiątce, siwe włosy, biała broda. Duża jajowata głowa jakby dla żartu przyczepiona do reszty ciała. Twarz wykrzywiona strachem, ale oczy przytomne. Łka uderzając tyłem głowy w materac. Na twój widok uspokaja się na chwilę. Wyciągasz do niego swoją wielką, twardą rękę i witasz go w swoim szpitalu.