Feb
07

„Muszla” Marka Šindelki – fragment

Siedziała na plaży, była zła. Spod parasola widziała, jak Martin skacze przez fale, i nie mogła powstrzymać niechęci. Nienawidziła Martina za to, że kąpał się w morzu. Nienawidziła go za to, że spacerował po plaży. Martin pływał, chodził, wpatrywał się w horyzont, ale żadnej z tych czynności nie wykonywał naturalnie. Wszystko, co robił, śmierdziało na kilometr czymś niewłaściwym. Sylvie widziała, jak Martin drętwieje nawet wtedy, gdy po prostu idzie: rozmyślał, czy dobrze stawia kroki, czy idzie tak, jak się powinno chodzić. Jego chód, poruszające się nogi, stopy – to wszystko krzyczało do publiczności i zarazem panicznie się jej bało. Kiedy wieczorami wędrowali uliczkami miasta, kiedy szli do kina czy do teatru i po drodze mijali inną parę (ładną dziewczynę lub przystojnego młodego mężczyznę), Sylvie często widziała, jak Martin, czując się obserwowany, natychmiast gubił rytm kroków, zaczynał za bardzo myśleć o swoim chodzie i nogi mu się plątały. Nikt oczywiście niczego nie zauważał, ale ona zawsze dostrzegała ten skurcz: Martin zaczynał poruszać rękami przeciwnie do rytmu stawianych kroków. Chcąc zapanować nad niewłaściwym ruchem rąk, wsuwał je w kieszenie, ale wtedy czuł się nienaturalnie i sztywno; stawiał kroki nie tak jak trzeba, zbyt dokładnie, chciałby wyjąć już ręce z kieszeni i spróbować je znowu rozkołysać, ale brakowało mu odwagi. Patrzył na Sylvie, uśmiechał się, lecz czoło miał mokre od potu. Sylvie się nie uśmiechała.
Chodzenie było jednak niczym w porównaniu z jedzeniem. To, co działo się w jamie ustnej Martina, było prawdziwą porażką. Sylvie szybko zauważyła, że Martin jest terroryzowany przez własną jamę ustną. Bardzo niechętnie jadł publicznie. Wydawało mu się, że wszyscy go obserwują. Że sprawdzają, czy je tak, jak jeść należy. Martin jadł na pokaz. To straszna pułapka. Najgorsza była jednak cisza podczas kolacji z przyjaciółmi. Z jego rodzicami. Sylvie przez długie minuty kroiła coś na talerzu, widziała, jak Martinowi na czoło występuje pot. Jak walczy z jedzeniem. Siedzi jak kołek, ściska sztućce, cicho i ostrożnie przeżuwa, czai się z tym żuciem jak uczniak, który coś przeskrobał. Nie mogła już nic przełknąć. Martin jadł, a w duchu miauczał. Zerkał na sztućce, ostrożnie przesuwał mały palec, sprawdzał, kroił, cierpiętniczo międlił kęs w ustach. Sylvie, patrząc na Martina, nagle słyszy to samo, co on, jak przez rozmowę przenika ślina wstrzykiwana w pokarm, miażdżenie i rozdrabnianie tkanek i miąższy. Martin wie, że wnętrza jego ust nikt nie słyszy, ale sama możliwość, fakt, że ktoś to może usłyszeć, wywraca jego ciało na drugą stronę. Czemuś przytakuje, odpowiada z ręką zakrywającą usta (na czole krople potu), śmieje się, myśli o swoim przełyku, czuje się jak eksponat na lekcji biologii. Straszliwa kara jedzenia. Kara ciała: Martin siedzi w swoim ciele jak w więzieniu pod nieustannym nadzorem. Odsiaduje karę dożywocia w swoim karcerze, do którego stale ktoś zagląda przez judasza.

Fragment opowiadania „Muszla” ze zbioru Marka Šindelki „Mapa Anny”. Przekład z języka czeskiego: Anna Wanik.